wtorek, 29 grudnia 2015

MAKIJAŻ SYLWESTROWY

Witam Kochane!
Grudzień dosłownie przeleciał mi przez palce i nawet nie wiem, kiedy to się stało. Święta, przygotowania i wszystko co związane z celebrowaniem tego cudownego czasu, pochłonęło mnie całkowicie. Dlatego też, tak mało mnie 
u Was było... Ale mam nadzieję, że w styczniu wszystko znów wróci do normy. I nadrobię zaległości :)
Dziś chciałam pokazać Wam makijaż, który mam w planie wykonać na Sylwestra. 
Być może i Was zainspiruje?











Kolor różowy pochodzi z paletki Golden Rose, która wygląda o tak:


Kącik zewnętrzny, powiekę dolną oraz linię wodną zaznaczyłam używając czarnego cienia Oriflame oraz czarnej kredki Kryolan.
Na kącik wewnętrzny nałożyłam sypki brokat firmy Inglot. 
Tusz- oczywiście niezastąpiony "So Couture".

I jak? Podoba się?
Odważyłybyście się na różowy w Sylwestrowym makijażu?
Całuję! :)



wtorek, 8 grudnia 2015

HIDRAVEN- SESDERMA

Witam Kochane!
Już ósmy grudnia, a ja zamieszczam dopiero pierwszy wpis w tym miesiącu. Katastrofa.
Aczkolwiek sporo się u mnie ostatnio dzieje. 
Dwa tygodnie temu zdecydowałam dosłownie z dnia 
na dzień, że wyjeżdżam do Wielkiej Brytanii. 
Nie, nie na stałe :) W odwiedziny. 
Jak zdecydowałam, tak zrobiłam. 
Było oczywiście cudownie, uwielbiam wracać do miejsc, które znam i w których spędziłam sporo czasu. 
A Londyn darzę szczególnym sentymentem. Chyba jest coś magicznego w tym mieście. 
Zdecydowanie polecam tym z Was, które jeszcze nie były. 

Przechodząc do tematu- Hidraven.
Otrzymałam go od mojej cudownej Ewy na urodziny, które obchodzę w kwietniu. Tak się złożyło, że smęciłam dłuższy czas o tym, że nie mam niczego fajnego do mycia twarzy. 
I przydałoby się to zmienić. Ewka podłapała temat i tak oto, 
w moim posiadaniu znalazł się ten produkt. 
Kochana moja :)


 Hidraven- pienisty krem bez mydła.
Co mówi o nim producent:
"Produkt przeznaczony do codziennego oczyszczania twarzy. Przeznaczony do wszystkich rodzajów skóry, 
w szczególności delikatnej i wrażliwej, także ze skłonnością trądzikową. Doskonałe rozwiązanie dla skóry źle tolerującej mydło. Polecany do łatwego i szybkiego demakijażu twarzy 
i okolic oczu. Ze względu na swą szczególną kompozycję zalecany do higieny intymnej.
Właściwości: Hidraven Pienisty Krem Bez Mydła jest produktem bardzo dobrze tolerowanym przez skórę dzięki zawartym w nim ekstraktom roślinnym (rumianek, owies, mimoza i aloes). Produkt o właściwościach nawilżających, kojących, regenerujących i chroniących. Triklosan zapewnia działanie przeciwbakteryjne".

Te z Was, które czasem czytają moje wypociny, 
wiedzą, że moja cera jest bardzo, bardzo wrażliwa. 
Choć nigdy wcześniej nie była. A sprawcą tego wszystkiego są źle przeprowadzane zabiegi. 
Będąc na licencjacie, co tydzień miałyśmy zajęcia z gabinetu kosmetycznego. I co tydzień nowe procedury. 
Oczywiście- chcąc nie chcąc- wszystkiego trzeba było spróbować. A jako że o kosmetyce profesjonalnej i wpływie na skórę mało która z nas miała większe pojęcie, wszystkie masowo robiłyśmy sobie wzajemnie krzywdę. 
Choć większość dziewczyn przeszła to bez szwanku, 
ja niestety do dziś borykam się ze swoją 
problematyczną skórą.
Dlaczego w ogóle o tym wspominam? Chciałabym Was ostrzec przed nadmiernym wystawianiem swojej cery 
na próbę. 
Jeżeli wybieracie się do salonów kosmetycznych, zawsze zwracajcie uwagę na PROFESJONALIZM. 
W tych czasach, praktycznie każda "Beata z osiedla'' może wykonywać podstawowe zabiegi kosmetyczne. 
Ale wierzcie mi, że nie każda "Beata" do końca wie co robi. 
I podejrzewam, że żadna nie wiedziałaby co zrobić 
w przypadku nagłej reakcji alergicznej. 
A wtedy nie chodziłoby już tylko o nasz wygląd. 
Myślę, że jest wiele do powiedzenia w tym temacie i mam w planie zrobić o tym osobny post. 
Teraz zostawiam Was z sentencją : 
"Nie zawsze więcej znaczy lepiej".

Co do pianki Hidraven...
Chyba pokochałam ją od pierwszej aplikacji. 
Od kwietnia używam jej praktycznie codziennie (robiąc kilkudniowe przerwy raz w miesiącu) i zostało mi jej jeszcze całkiem sporo.
Świetnie sprawdza się zarówno w przypadku demakijażu jak i zwyczajnego mycia twarzy. Skóra jest dokładnie oczyszczona i zmatowiona. Przy dłuższym stosowaniu zauważyłam, że moja cera jest wyraźnie mniej zaczerwieniona i stała się bardziej delikatna. 
A co najważniejsze, produkt jej nie podrażnił, co jest u mnie na porządku dziennym.
Hidraven ma piękny zapach. 
Nie znam osoby, której by się nie spodobał. 
Aplikacja należy do bardzo przyjemnych, co pokażę Wam 
na zdjęciach.
Po wyciśnięciu na rękę, kosmetyk wygląda tak:


Konsystencja jest żelowa, przezroczysta.

Po rozmasowaniu w dłoniach, powstaje nam cudowna pianka, która jest naprawdę tak delikatna, że trudno to opisać:


Masowanie buzi taką pianką to sama przyjemność, 
wierzcie mi :)

Minusy:
Przy pierwszych dwóch użyciach, kosmetyk piekł mnie 
w oczy. Później już się to nie zdarzyło.
Przy dłuższym stosowaniu, skóra jest aż za bardzo zmatowiona i zaczyna dawać uczucie ściągnięcia. 
Dlatego- jak pisałam wyżej- raz w miesiącu odstawiam produkt na 4-5 dni, po czym znów do niego wracam.
W przypadku higieny intymnej się u mnie nie sprawdził, 
choć i tak żal by mi było go używać. 

Cena to około 60- 70 złotych. Sporo, ale pianka jest tak wydajna, że zdecydowanie się opłaca.
Ja ją kocham :)
W ogóle Sesderma ma świetne produkty, polecam profesjonalistkom zapoznanie się z ofertą firmy. 
Są godni uwagi.
I nie, nie jest to wpis sponsorowany.

A Wy, znacie ten kosmetyk? Zainwestowałybyście w niego?
Całuję!


czwartek, 19 listopada 2015

POMADKA WIBO

Witam cieplutko w ten (niestety) zimny i deszczowy dzień.
Chciałam Wam dziś przedstawić opinię na temat pomadki "Glossy Temptation" firmy Wibo.
Krótko i treściwie.


Bardzo lubię kosmetyki tej firmy. A lakiery są wręcz moim hitem. 
Niestety, tak jak w każdej firmie, trafiają się nam czasem buble. I dla mnie takim małym bublem jest właśnie opisywany produkt.


Pomadka ma piękny, piękny, piękny różowy kolor. Tego szukałam! Prosta i elegancka szata graficzna- to lubię! Śliczny, delikatny (jakby karmelkowy) zapach. Dobra cena...Czego chcieć więcej?
A no właśnie.


Tak więc, moja drogie, pomadka ta okrutnie wysusza usta!
Pomimo jej wielu atutów, niestety- prawdopodobnie- wyląduje w koszu.
Próbowałam już kilku sposobów jej użytkowania (np. nakładając ją na nawilżający balsam), jednak w każdym przypadku efekt był ten sam. Wysuszone usta z wyraźnie podkreślonymi skórkami. No nie, muszę podziękować.

Zdaję sobie sprawę, że żadna firma nie jest idealna i naprawdę w każdej znajdzie się jakiś produkt, który nie spełnia naszych oczekiwań. Niestety, nie można zadowolić stu procent klientów- wtedy nie byłoby konkurencji na rynku. A to byłoby nudne...
Nie zmienia to jednak faktu, że Wibo pozostaje w moim sercu i nadal wiernie będę kupować ich kosmetyki. Tyle, że na pewno nie "Glossy Temptation".

A Wy- jakich pomadek używacie? Które okazały się bublami? 
Całuję! :)


wtorek, 10 listopada 2015

BROKAT NA PAZNOKCIACH VS BROKAT NA OKU

Witam,
Dziś szybciutko mała inspiracja dla Was- brokat na paznokciach czy brokat na oku?
:)






Lakier, którego użyłam to jeden z moich ulubieńców - 
Wibo Chic Matte nr 2, oraz zwykły lakier brokatowy.


Makijaż oka powstał natomiast przy użyciu:
- bazy pod cienie,
- cieni: czarnego, białego oraz brązowego,
- kredki do oczu,
- tuszu (oczywiście So Couture).

I jak?
Brokat na oczach czy brokat na paznokciach?
Całusy! :)


środa, 4 listopada 2015

PERFECT LINER OD PIERRE RENE- FAKTYCZNIE PERFEKCYJNY?

Witam cieplutko :)
Czy macie lub miałyście w swoich zasobach kosmetycznych bubel na miarę medalu? 
To znaczy taki, który kompletnie do niczego się nie nadaje? 
Myślę, że każda z nas miała lub trafiła na taki przypadek.
Ja o swoim opowiem dzisiaj.
Eye-liner firmy Pierre Rene okazał się być moim numerem jeden wśród kosmetyków, które na pewno wylądują w koszu.


Do tej pory nie miałam styczności z produktem, w zasadzie nawet o nim nie słyszałam.
Szczerze- skusiła mnie dość niska cena (około 18 złotych) i pędzelek jaki lubię. I to był błąd.


Sama aplikacja zasługuje na plus, ponieważ pędzelek ma miękkie włosie i dość łatwo się nim operuje.
Koszmar zaczyna się, gdy liner zaczyna zasychać...
Czy któraś z Was miała kiedykolwiek nałożoną 
glinkę na twarz? 
Jeżeli tak, to uczucie i efekt jest dokładnie takie samo. 
Mam wrażenie, że powieka kurczy mi się z każdą minutą 
i finalnie nie będę mogła otworzyć oka.
Niezbyt przyjemne uczucie.
Wisienkę na torcie stanowi kruszenie i osypywanie 
się produktu.
Dzieje się to w następstwie ściągnięcia powieki przez kosmetyk, który w końcu zaczyna pękać i się sypać.
I żeby nie było- nie dzieje się to po całym dniu, 
tylko w przeciągu pół godziny, może 45 minut.
Dramat.
Ale, żeby być obiektywną (może tylko u mnie tak zadziałał), przetestowałam go u swojej kuzynki.
Efekt był dokładnie taki sam.

Podsumowując- po prostu nie polecam.

Znacie ten eye-liner? Czy u Was też tak zadziałał? 
A może wręcz przeciwnie, jest Waszym ulubieńcem?
Pozdrawiam! 

niedziela, 1 listopada 2015

HALLOWEENOWO

Witam,
kto z Was nie słyszał o Halloween? Oczywiście, słyszeliśmy wszyscy.
Spór związany z tym świętem trwa i będzie trwać jeszcze długi czas. Czy mnie to dziwi? Nie. Ile ludzi, tyle poglądów. 
Dla niektórych to zabawa, dla innych wyraz czczenia szatana dla jeszcze innych komercja w czystej postaci.
Myślę, że także większość z Was zna pochodzenie i zwyczaje Halloween, dlatego nie ma chyba sensu niepotrzebnie się rozpisywać. 
Mój pogląd?
Jest to zabawa. Oczywiście. Choć jak wszystko, powinna być z umiarem. A po zabawie- nie zapominajmy nigdy o naszych tradycjach, którymi niewiele państw może się poszczycić.
"Wszystkich Świętych", "Zaduszki"...
Czas refleksji i zadumy.
Dobrze usiąść wraz z rodziną i powspominać tych, którzy zostawili w naszych sercach ślad. Tych, którzy byli.
Kochani, nas też kiedyś nie będzie. Dlatego pielęgnujmy stare zwyczaje. Chrońmy je i przekazujmy młodszym pokoleniom. Jak nie my, to kto?

Z tym akcentem przejdźmy do zasadniczej części postu. 
W moim zawodzie trzeba być bardzo elastycznym. Do tej pory jednak nie pokusiłam się o wykonanie makijażu halloweenowego. Ale w tym roku, mając więcej czasu, stwierdziłam, że sprawdzę swoje umiejętności ;)
Tak oto powstał mój look:


Inspiracją dla mnie okazała się Maxineczka, która zamieściła na swoim kanale filmik pt. "Cudza twarz". 
Polecam!


Nie mogę ocenić siebie obiektywnie. Dlatego nie wiem, czy to co przedstawiam wygląda na trudne, czy wręcz przeciwnie? 
W każdym bądź razie...Jest to bardzo proste! Trzeba jedynie bardzo, bardzo dużo cierpliwości. I może troszkę wyobraźni?


I jak? 
Nadawałabym się do serialu "The Walking Dead"? :)

Kochane, jeżeli same robiłyście jakieś makijaże halloweenowe, proszę dajcie znać w komentarzu. Chętnie zobaczę!
Całuję!

środa, 14 października 2015

LIEBSTER BLOG AWARD

Witam Kochane,
od początku założenia bloga dostałam kilka nominacji do Liebster Blog Award.
Nigdy nie wzięłam udziału w zabawie. Jakoś mnie to nie przekonywało. 
Ale doszłam do wniosku, że skoro kolejne dwie osoby mnie nominowały, może faktycznie coś w tym jest?
Tak czy inaczej, dziś post o mnie :)
Za nominacje dziękuję Madzi i Klaudii :)

Pytania Madzi:
1. Opisz swój ulubiony zapach z dzieciństwa.
Jest to oczywiście zapach Świąt Bożego Narodzenia... Zapach ciast, które przygotowywała Mama, pierników, choinki...Wszystkiego. 
Może nie sam zapach, ale także atmosfera szczególnie zapadła mi w pamięć. Jako że mam pięcioro rodzeństwa, zawsze w domu było tłoczno i gwarno. Drzwi raczej nigdy się nie zamykały. Teraz gdy wszyscy jesteśmy dorośli i nie mieszkamy już razem, brakuje mi tego rodzinnego ciepła. Czekam na kolejne takie święta, kiedy będziemy mogli razem usiąść do wigilijnego stołu.

2. Gdybyś była pisarzem o czym napisałabyś swoją książkę?

O "Pięćdziesięciu twarzach Greya" :):):) 
A tak na poważnie- choć bardzo lubię czytać, nigdy jakoś szczególnie nie ciągnęło mnie do tej książki. Kto wie, może kiedyś...
A o czym bym napisała książkę? Na pewno o jakiejś zbrodni. Uwielbiam kryminały!

3. Jakie uczucia najtrudniej Ci kontrolować i które najtrudniej okazywać?

Jestem raczej wylewna. Zarówno złe jak i dobre emocje okazuję na tym samym poziomie. Nie boję się komuś powiedzieć że go kocham (narzeczonemu, mamie, tacie, rodzeństwu, cioci, babci-o tak, za babcię oddałabym życie, kotu czy psu). Ale nie boję się także tego co złe i gdy coś mi leży na sercu, także o tym mówię. Nie lubię tłumić emocji.

4. Z jakiego swojego dokonania najbardziej jesteś dumna?

Oczywiście jestem dumna ze swojego wykształcenia. Wiele poświęciłam, żeby znaleźć się w tym miejscu, w którym jestem teraz. Półtora roku przerwy po liceum i wyjazd za granicę, żeby można było w ogóle pomarzyć o studiach. Kolejny rok przerwy po licencjacie i kolejny wyjazd- żeby zacząć magisterkę...
Tak- zdecydowanie jestem dumna z tego, że wiele poświęciłam, aby móc się rozwijać.

5. Gdybyś nie musiała pracować, a na Twoim koncie widniałaby ogromna suma pieniędzy to co byś wtedy chciała robić?

Zwiedzić świat. Poznać nowe kultury. Zobaczyć nowe miejsca.
Wyobrażacie sobie, że życie ucieka nam przez palce, a tak naprawdę większość z nas nie widziała więcej niż kilku krajów? Jesteśmy zamknięci w swoich małych skorupkach i często boimy się z nich wyjść. I to bym chciała właśnie zrobić mając pełne konto. Wyjść poza tę skorupkę.
Druga sprawa- oglądając coś w telewizji (powiedzmy "Sprawę dla reportera") i widząc czyjeś nieszczęście, chciałabym móc wstać z łóżka, wejść na to swoje konto i jednym kliknięciem przelać komuś pieniądze. Zmienić jego świat. Kogoś uszczęśliwić. Komuś pomóc...

6. Jaki talent chciałabyś posiadać?

Wiele talentów zmarnowałam! :):):)
Ale chciałabym umieć grać na pianinie.

7. Co najbardziej zniechęca Cię w prowadzeniu bloga?

Co mnie zniechęca? Hmmm
Chyba to co wszystkich- spędzasz całe dnie na robieniu zdjęć, edytowaniu tekstu, staraniu się, żeby wyszło jak najlepiej...
I dostajesz trzy komentarze...
Hihi :P
Wiecie o co chodzi! :)

8. Twoja wymarzona liczba obserwatorów na blogu to?

8764376298429804164619781747984389403
Och, przesadziłam.
Bez tej trójeczki na końcu.

9. Kosmetyk o którym marzysz po nocach?

Raczej nie marzę po nocach o kosmetykach :) Ale gdyby już, to jakieś perfumy.

10. Jaki Twoim zdaniem jest sekret udanego związku?

O Matko, trudne pytania.
Trzeba się szanować przede wszystkim. 
To chyba najważniejsze.
No i trochę też kochać :)

11. Ulubiony bloger- autorytet.

Raczej nie mam autorytetu wśród blogerów, choć uwielbiam Alinkę Rose. Jest piękna, miła, urocza i z klasą.
A może w sumie to jest mój autorytet...?

Pytania Klaudii:
1. Jakie jest Twoje największe marzenie?

Wygrać 50 milionów w lotto. Chyba muszę zacząć grać! A po wygraniu zrobiłabym to, co opisałam w punkcie piątym w pytaniach Madzi.

2. Ulubiony film?

"Nietykalni"- uwielbiam!

3. Zrobiłaś coś ostatnio spontanicznego?

Jeżeli do czegoś spontanicznego można zaliczyć kąpiel w morzu o 5 rano, to tak.
Poza tym czasy mojej "spontaniczności" już minęły. Bezpowrotnie.
:)

4. Co wolisz sprzątać czy gotować?

 Zdecydowanie gotować! 

5. Czego najbardziej się boisz?

Śmierci. Rodziny, bliskich, swojej. Tak, boję się, że przyjdzie taki moment, że będę musiała się z kimś pożegnać. I wiem, że nigdy nie będę potrafiła.

6. Bez jakiego kosmetyku nie wyobrażasz sobie życia?

Nie ma takiego kosmetyku.

7. Co wyprowadza Cię z równowagi?

Nieszczerość, chamstwo, wywyższanie się, obrażanie kogoś, kłamstwa.

8. Ulubiony utwór?

Nie mam ulubionego utworu. Muzykę kocham niesamowicie i to chyba bez niej nie wyobrażam sobie życia. Słucham dosłownie wszystkiego.

9. Pierwsza rzecz jaką robisz po wstaniu z łóżka?

Włączam radio :)

10. Masz jakieś uzależnienie? 

Perfumy. Zdecydowanie.

Moje drogie,
Nie będę nikogo nominować. Chciałabym, żebyście w komentarzu odpowiedziały na wybrane przez siebie pytanie.
Ja też chcę Was poznać! :)


piątek, 9 października 2015

KONKURS BELL

Witam moje Kochane,
dziś zwracam się do Was z nietypową prośbą.
Firma Bell, którą pewnie wszystkie doskonale znacie, postanowiła zorganizować konkurs. I ja w tym konkursie także biorę udział :)
Zasady są bardzo proste, ponieważ polegają na przedstawieniu swojego własnego makijażu. A że bardzo lubię malować, postanowiłam spróbować swoich sił.
I tutaj prośba do Was o poświęcenie swojego cennego czasu i oddania głosu w konkursie (oczywiście na mnie!:)). 
A tak na poważnie, oczywiście byłoby mi bardzo, bardzo miło, gdyby to mój makijaż przypadł Wam do gustu, choć są także inne kandydatki, które mogą się Wam spodobać bardziej. I także w tym przypadku zachęcam do głosowania, ponieważ tym razem WY walczycie o nagrody. A w każdym miesiącu jest ich aż 200!
Moim zdaniem fajna zabawa, zachęcam do pozostawiania swoich opinii na facebook'owej stronie Bell. 
Aby wziąć udział w rozdaniu, należy być fanem Bell (lubię to), dodatkowo polubić oraz skomentować wybrane przez siebie zdjęcie. Polecam!
A żeby nie było tak pusto w poście, pozostawiam jedno ze swoich zdjęć, na które możecie oddać głos <TUTAJ>
Gdyby z jakiejś przyczyny link się nie otworzył, znajdziecie mnie także w komentarzach <TUTAJ>



Więcej zdjęć na facebooku :)
Zapraszam i już dziś dziękuję za choćby jeden oddany głos :)

środa, 7 października 2015

MAKIJAŻ Z PALETKĄ GOSH

Witam :)
Dziś szybciutko bardzo prosty makijaż, wykonany paletką GOSH TR15 SENSE.
Kolory z tego pudełeczka już dawno proszą się o przetestowanie, zwłaszcza miedziany. Dlatego też, nie marnując więcej czasu, skusiłam się na makijaż, który z pewnością każda z Was potrafiłaby zrobić sama.


Paletka nie spełniła moich oczekiwań w stu procentach. Miałam nadzieję, że kolor wyjdzie rzeczywiście tak mocny i intensywny jak w opakowaniu. A nie wyszedł. Choć jest uroczy, to jednak spodziewałam się mocniejszej pigmentacji. Tak, z pewnością bardzo mi się podoba, ale jest malutki niedosyt.
Dlatego zamiast mocnego makijażu z pazurem, jest makijaż na co dzień i do pracy. Idealny dla tych z Was, które nie lubią ciemnych kolorów na oczach.


Plusem cieni jest zdecydowanie fakt, że się nie osypują. Wygodne, małe pudełeczko zmieścimy do większości torebek (tak na wszelki wypadek, bo przecież wszystkie w torebkach mamy same najprzydatniejsze rzeczy :)).


Kosmetyki, których użyłam dodatkowo to:
- baza pod cienie 


- ukochany tusz L'OREAL Million Lashes So Couture <klik>


- czarna kredka i czarny cień z Oriflame


Co myślicie? Czy makijaż przypadł Wam do gustu? 
Pozdrawiam! 

sobota, 3 października 2015

L'OREAL PARIS- VOLUME MILLION LASHES SO COUTURE

Witam Was moje Kochane!
Skoro już jestem przy temacie ulubieńców, zdecydowałam, że kolejny post będzie także o jednym z nich.
Tusz do rzęs "Volume Million Lashes So Couture" od kilku lat niezmiennie króluje na mojej liście kosmetyków nie do podrobienia. Pierwszy raz kupiłam go będąc w Anglii, gdy dopiero co wchodził na rynek. Oczywiście zrobiłam to całkiem przypadkiem i nieprzemyślanie, aczkolwiek nie żałuję swojej decyzji. Do dziś jest moim numerem jeden.


Opakowanie, które widzicie na zdjęciu, jest już moim trzecim. Używam go na zmianę z jego pierwotną, złotą wersją, którą także darzę sentymentem (na pewno zrobię osobny post).
Jak już wcześniej wspomniałam, So Couture jest niezmiennie moim faworytem wśród tuszy do rzęs. 
Dlaczego? 
Po pierwsze idealnie rozdziela każdą rzęskę, co faktycznie nadaje efekt "miliona rzęs". Kiedy go używam, sama się dziwię, że jest ich aż tyle. Producent nie kłamie w tej kwestii. 
Kolejnym powodem jest intensywna czerń, dzięki której oczy są pięknie podkreślone. Lubię to!
Trzecią cechą o której warto wspomnieć jest fakt, że tusz się nie osypuje. Nawet po wielu godzinach nie ma śladu jakichkolwiek czarnych kropek pod oczami. Mam pewność, że nie wyglądam jak panda...


Kochane, to zdjęcie przedstawia efekt przed i po (jak zapewne zauważyłyście:)). Ale, na co chciałam zwrócić uwagę- jest to tylko jednorazowe przeciągnięcie tuszem po rzęsach. Tak, tylko raz. Zauważyłyście zmianę liczby moich rzęs? :)
Próbowałam uchwycić także wersję oka po dwóch aplikacjach, jednak zdjęcie nie przedstawia obrazu takim, jakim jest w rzeczywistości. A wierzcie mi- oko wygląda cudownie!


Szczoteczka- temat sporny. Lepsza zwykła, czy silikonowa? Ja odkąd pamiętam byłam zwolenniczką tych pierwszych. Nigdy, przenigdy nie potrafiłam pomalować się tuszem z silikonową szczoteczką. Aż do czasu odkrycia "So Couture". 
Nie wiem, co ona ma w sobie, ale faktycznie jest najlepsza, jaką kiedykolwiek testowałam. Polecam spróbować tym (choćby w drogerii), które do tej pory nie lubiły się z "silikonami".

Cena: około 50 złotych, polecam zamawiać przez internet lub czekać na promocję, bo wychodzi bardzo tanio.

A Wy? Jakie macie swoje ulubione tusze do rzęs? 
A może ten jest także i Waszym faworytem?
Pozdrawiam :)


poniedziałek, 28 września 2015

FLOSLEK- ULUBIENIEC POD OCZY

Witam Was Kochane!
Dziś troszkę o moim ulubieńcu pod oczy.
Żel ze świetlikiem lekarskim i babką lancetowatą zdecydowanie znajduje się u mnie na pierwszym miejscu wśród innych preparatów przeznaczonych do pielęgnacji tej delikatnej strefy.
Mimo moich (już! aż! kiedy to minęło?!) dwudziestu pięciu lat, nie mam wielkich problemów ze zmarszczkami. Lubię jednak troszczyć się o dobre nawilżenie i odżywienie cienkiej skóry okolicy oczu. Nie od dziś wiadomo, że lepsza jest prewencja niż leczenie ;)


Żel wygrałam już jakiś czas temu u Madzi z bloga Land of Vanity za co jeszcze raz dziękuję. Nie zaczęłam go używać od razu, ponieważ na wykończeniu miałam jeszcze jeden krem, który i tak finalnie wylądował na półce u mojej bratowej. W tym natomiast zakochałam się od razu.
Co mówi o nim producent:
"Zastosowanie: dla osób ze skłonnością do podrażnień i obrzęków skóry powiek i okolic oczu oraz posiadających wzrok zmęczony sztucznym oświetleniem. Bezpieczny przy szkłach kontaktowych.
Działanie: zapobiega powstawaniu tzw. "worków" pod oczami. Likwiduje poranną opuchliznę, uspokaja zestresowaną skórę. Biologicznie aktywne wyciągi roślinne zawarte w żelu pobudzają mikrokrążenie, działają przeciwobrzękowo, przeciwzapalnie i kojąco.
Efekt: ulga i ukojenie dla zmęczonych, obrzękniętych okolic oczu. Zdrowa, rozświetlona skóra".


"Zawiera substancje bioaktywne:
Ekstrakt ze świetlika lekarskiego- o działaniu przeciwzapalnym, przeciwpodrażnieniowym i kojącym. Usuwa objawy zmęczenia oczu.
Ekstrakt z liści babki lancetowatej- działa przeciwzapalnie i ściągająco. Zmniejsza przepuszczalność naczyń krwionośnych i istniejące obrzęki.
Pantenol- nadaje skórze gładkość i elastyczność. Przyspiesza gojenie, łagodzi podrażnienia."


W kosmetyku chyba najbardziej podoba mi się konsystencja. Jest typowo żelowa i daje przyjemne uczucie przy rozprowadzaniu. Trzymam go także w lodówce, co dodatkowo daje odczucie zimnego kompresu. Bardzo szybko się wchłania, za co kolejny plus.
Przy dłuższym stosowaniu zauważyłam lekkie rozjaśnienie i wygładzenie okolicy oczu. Nie jest spektakularne, ale jednak widoczne. 
Specyfik jest bardzo, bardzo wydajny! Mam wrażenie, że w ogóle go nie ubywa.
Cena także bardzo przystępna, bo kosztuje około 8-9 złotych. Dostępny w aptece.
A Wy jakich macie ulubieńców pod oczy?
Pozdrawiam, całuję :)